Menu główne
Witamy
Nowiny
Artykuły
Szkolenia
Informacje dodatkowe
Nota prawna
Aktualności
Zamów biuletyn






Kanał RSS
Logowanie

Szaleństwo a kulturowa i społeczna koncepcja kobiecości Drukuj E-mail
Napisał: Justyna Korbel   
środa, 21 wrzesień 2005
Traktujemy kobiety za dobrze i zepsuliśmy tym wszystko. …

Popełniliśmy błąd windując je do naszego poziomu. …

Domagają się równości! Czyste szaleństwo!
 

Napoleon I, cesarz Francji
 

Czasem głupoty człowiek sobie życzy,

Bowiem w mądrości tyle jest goryczy.


Jan Sztaudynger
Mimo, że szaleństwo zawarłam w tytule, w żadnym wypadku nie twierdzę, że choć w przybliżeniu wiem, co kryje się za tym tajemniczym słowem. Nie jest też moją ambicją dotarcie do jakiejkolwiek jego definicji. Wręcz przeciwnie, chcę zwrócić uwagę na to, jak niebezpieczne bywa przekonanie o własnej nieomylności w tym temacie. Szaleństwo to nic więcej jak zbiór stereotypowych przekonań na temat tego, co w danym czasie i w danej społeczności wykracza poza ramy tzw. normalności poprzez swoją nietypowość, nieprzystawalność do norm społecznych, czy niezrozumiałość. Warto jest poddać rewizji znaczenia, które przypisywane są i były szaleństwu w historii rozwoju tego pojęcia, choćby po to, żeby spróbować zrozumieć proces powstawania różnych fobii i uprzedzeń z nim związanych.

Krótka historia szaleństwa[i]

Kiedy spojrzymy wstecz na czasy średniowieczne zauważymy, że obłęd był rozumiany dwojako: jako świętokradztwo albo jako forma boskiego objawienia. Odbierany był jako doświadczenie mistyczne, a nie patologia. Obłęd – według średniowiecznych myślicieli – wyłonił się z ciemnej i wodnistej prasubstancji, kojarzonej z brakiem rozumu i jednocześnie z Szatanem. Woda, która była rozumiana jako praźródło i zarazem śmierć wszystkiego, symbolizowała mroczny nieporządek, chaos, który stał w opozycji do dojrzałego i jasnego umysłu. Wiek XV został nazwany wiekiem szaleństwa, ponieważ w tym okresie obłęd rozumiano jako doświadczenie mistyczne, zbliżające człowieka do Boga i w związku z tym jako coś, czego należy się bać i co wzbudza respekt. Obłąkani byli znaczeni krzyżem wygolonym na głowie. Później, w dobie klasycyzmu, takie stanowisko ustąpiło miejsca akademickim doktrynom i tym samym szaleńcy wkroczyli w wymiar etyczny lub naukowy. Koncepcja dance macabre, czy obrazy takie jak Statek szaleńców Hieronima Bosha straciły swoją wartość. Pojawił się szpital dla obłąkanych, “dom wariatów”, gdzie izolowano tych, którzy nie potrafili lub nie chcieli podporządkować się normom. W XVII i XVIII wieku chorzy psychicznie byli zamykani razem z pacjentami cierpiącymi na choroby weneryczne i zmuszani do odbycia terapii (polegającej na biczowaniu, upuszczaniu krwi, lodowatych prysznicach itp.). Rodzina stała się arbitrem normalności i to głównie ona decydowała o internowaniu swoich krewnych. Świętokradztwo przestało być surowo karane – uzyskało status umysłowej aberracji, “zaburzenia”.

Wraz z powstawaniem mieszczaństwa, jako liczącej się klasy społecznej, rozkwitały duże szpitale psychiatryczne, sanatoria i inne tego typu placówki. Ich obecność odbijała ostre podziały społeczne między niezrównoważoną psychicznie a “rozsądną” częścią społeczeństwa. “Normalni” mieli zostać oddzieleni od “nienormalnych”, zdrowi od chorych – gruba kreska odseparowała tych, którzy funkcjonowali w zgodzie z normami społecznymi od tych, którzy świadomie je odrzucali lub nie mogli, czy też nie potrafili się przystosować. Szaleńcy zostali odsunięci od społeczeństwa ze względu na transgresyjny charakter ich schorzenia.

Taka procedura jest typowym przykładem tworzenia przez podmiot, w celu zachowania poczucia wyższości, wizerunku swojego przeciwieństwa – Innego (the Other), który w rzeczywistości pełni funkcję odrzuconego sumienia. Korzystając z terminologii Freuda można powiedzieć, że Inny to podświadomość (Id) cywilizacji wyparta na korzyść jej sztywnej tożsamości kulturowej (Super-ego). W celu utrzymania swojej uprzywilejowanej pozycji, podmiot musi stworzyć naukowe kategorie (z których spora część to często utajone społeczne kategorie, np. kobieca histeria[ii]), które dadzą “racjonalne” podstawy do wykluczenia (wyparcia) pewnych niepożądanych jednostek poza nawias społeczeństwa. W konsekwencji takiego procesu, pod koniec XVIII wieku szaleństwo zostało zakwalifikowane jako choroba psychiczna, co doprowadziło do zaprzestania dialogu między obłąkanymi a zdrowymi. Od tego czasu język psychiatrii stał się monologiem rozumu na temat szaleństwa; “przedmiot” terapii pozostaje do dziś w przeważającym stopniu niemy. Zasadniczo celem terapii jest dopasowanie pacjenta do teoretycznych hipotez. Konsekwencją takiej procedury jest utrata przez pacjenta jego oryginalnej, indywidualnej tożsamości.

Religia

Phyllis Chesler, amerykańska psycholog, demonstruje w swojej książce “Kobiety i szaleństwo” (Women and Madness), że większość kobiet jest poddana naciskowi – nie szalona, i że uciskani ludzie są ofiarami traumy – szczególnie, kiedy są krzywdząco diagnozowani, poniżani i gnębieni. Chesler twierdzi, że nieprzystosowanie kobiet do współczesnej rzeczywistości (co ma swój wydźwięk między innymi w przewadze liczebnej pacjentów płci żeńskiej w psychologicznych i psychiatrycznych instytucjach w USA) ma swoje korzenie w ich “niezaspokojonym zapotrzebowaniu na wzorce osobowe, tzn. na kobiece bohaterki i opiekuńcze boginie”[iii]. Część wstępu do “Kobiet i szaleństwa” jest poświęcona mitom. Autorka podkreśla tam fakt, że w przeszłości, w przeciwieństwie do dzisiejszych czasów, związkowi między matką i córką przypisywano ogromną wartość, a kobiety mogły identyfikować się z władczymi boginiami.

Rozwój patriarchalnej tradycji chrześcijańskiej zawiera w sobie wewnętrzną sprzeczność – to przecież zasadniczo kobieca zdolność do dawania życia/rodzenia jest tą wartością, która gwarantuje męskiemu Bogu Jego pozycję, jako jedynego i czczonego stwórcy. Paradoks jest jasny – tradycja judeochrześcijańska wywraca naturalne prawo do góry nogami. Według mitu biblijnego Bóg tworzy ludzi, zwierzęta i rośliny bez pomocy pierwiastka kobiecego. Jest ponad materią; Jego akt stworzenia polega na zamienianiu w materię abstrakcyjnych idei (widać tu również podobieństwo do mitu greckiego, w którym Atena wyskakuje z głowy Zeusa). Ewa powstaje z żebra Adama – funkcja macicy w procesie tworzenia życia jest zignorowana. W ogóle rola kobiety w Raju jest dla niej poniżająca – to ona przynosi chaos, pożądanie i nieposłuszeństwo, a w końcowym efekcie wygnanie z Raju (zresztą z pomocą starożytnych symboli kobiecej obfitości i mądrości – jabłoni i węża). Fromm[iv] zwraca uwagę na symboliczne podwójne stworzenie kobiety. Najpierw tworzy ją Bóg, a następnie Adam nadaje jej imię isha, od ish – mężczyzna. W ten sposób Ewa staje się podwójnie zależna, a jej zdolność do dawania życia nie jest niczym chlubnym – to kara za nieposłuszeństwo. Słowa Boga są kwintesencją patriarchalnej idei dominacji nad kobietą: “Pomnożę dolegliwości brzemienności twojej, w bólach będziesz rodziła dzieci, mimo to ku mężowi twemu pociągać cię będą pragnienia twoje, on zaś będzie panował nad tobą.” (I Mojż. 3,1-20) Macierzyństwo, które kiedyś było błogosławieństwem (badania archeologiczne dowodzą, że kultury czczące boginie matki istniały przez co najmniej 2500 lat) staje się przekleństwem.

Społeczeństwo i jego instytucje

Przez wieki kobietom wmawiano, że ich naturalnym obowiązkiem jest wierne posłuszeństwo wobec mężów, którym należy się bezwzględny szacunek ze względu na “wrodzoną” moralną i etyczną wyższość ich płci. W wiktoriańskiej Anglii najwyższą rolą, do jakiej mogły aspirować była rola kompanki-asystentki, “duchowej przystani” czy też strażniczki ogniska domowego – kobieta samotna była poddana ostracyzmowi społecznemu. W większości przypadków sytuacja ekonomiczna zmuszała ją do prostytucji, bardzo częste były też samobójstwa. Ale nie musimy cofać się aż do XIX wieku, żeby przekonać się, że dyskryminacja kobiet nie jest wytworem chorej wyobraźni mściwych feministek. Freud twierdził, że kobiety...
 
"...odmawiają zaakceptowania faktu, że zostały wykastrowane i mają nadzieję na uzyskanie penisa pomimo wszystko. … Nie mogę pozbyć się wrażenia (chociaż waham się czy powinienem je wyrazić), że dla kobiety poziom normalności etycznej jest inny niż dla mężczyzny. Nie możemy pozwolić żeby zaprzeczenia feministek, które starają się zmusić nas do traktowania obydwu płci jako całkowicie równych pod względem pozycji i wartości, odwiodły nas od przyjęcia takich konkluzji".[v]

Współcześnie, przynajmniej w tzw. cywilizowanej części świata, ten problem jest subtelniejszy, chociaż tego typu myślenie ciągle jeszcze zbiera swoje plony. Thomas Szasz pokazuje jak szpitale psychiatryczne przejęły funkcję polowań na czarownice i Inkwizycji:

"Psychiatrzy i inkwizytorzy maja wiele wspólnych poglądów na temat kobiet-czarownic: ponieważ kobieta nie jest mężczyzną, jest tajemnicza i w związku z tym niebezpieczna; jest podrzędna wobec mężczyzny, ale posiada ukrytą moc; jest odpowiedzialna za męską przemoc seksualną ze względu na swoją “grzeszną” naturę uwodzicielki. Polujący na czarownice często uważali masturbację za ostateczny dowód w procesie o czary; dziewiętnastowieczni psychiatrzy twierdzili, że prowadzi ona do “obłędu”, który czasem leczono przeprowadzając klitoridektomię [wycięcie łechtaczki] … Izolacja, ostracyzm społeczny, hydroterapia, biczowanie, terapia szokowa – wszystkie techniki psychiatryczne – były wcześniej praktykowane przez prześladowców czarownic. Chociaż kaftan bezpieczeństwa, odosobnienie, chirurgia mózgu i systematyczna przemoc fizyczna były tradycyjnymi metodami “terapeutycznymi”, obecnie jedyną zmianą jest zastąpienie ich środkami uspakajającymi i antydepresyjnym oraz terapią szokową."[vi]

Istnieje pewien paradoks w sytuacji kobiet – okazuje się, że pacjentka raz uznana za chorą psychicznie, nie ma, przynajmniej teoretycznie, możliwości wyjścia ze swojej sytuacji: może albo wpisać się w kulturowo wykreowany stereotyp kobiecości, co pociąga za sobą założenie “naturalnej” podatności na kryzysy psychologiczne, albo zdecydować się na odrzucenie tego stereotypu, tym samym wypadając całkowicie poza nawias. Chesler pisze:

"Żeby uznano kobietę za zdrową, musi ona dostosować się i zaakceptować normy behawioralne narzucone jej płci. … Etyka zdrowia psychicznego jest męska w naszej kulturze. … To, co uważamy za “szaleństwo”, u kobiet, tak samo jak u mężczyzn, to albo odgrywanie zdewaluowanej roli kobiecej, albo całkowite lub częściowe odrzucenie stereotypu swojej płci."[vii]


Inna

Koniecznym warunkiem utworzenia uniwersalnego, racjonalnego i dominującego podmiotu jest stworzenie zdewaluowanej grupy Innych. Aby podmiot posiadł władzę i odczuł moralne prawo do tego żeby nagradzać i karać, decydować o tym, co jest racjonalne, a co nie, musi stworzyć zespół cech niepożądanych w danej społeczności i napiętnować ludzi wykazujących te cechy. Ci, którzy “nie pasują” są odsuwani na margines i poniżani, tym samym dowartościowując tych, którzy reprezentują dominujący system wartości. To właśnie taki racjonalny podmiot tworzy więzienia i szpitale psychiatryczne i osądza, kogo skazać na izolację czy terapię. Ci “skazani” mają marne szanse na ponowne ucywilizowanie (chyba, że pozbędą się swoich aspołecznych idei). Nancy Heartstock twierdzi, że Innego/Inną najlepiej charakteryzuje kolonizator. Dla niego ofiara kolonizacji jest “wszystkim tym, czym kolonizator nie jest. Każda negatywna cecha jest na nią projektowana”[viii]. Dominująca klasa rządząca białego Europejczyka płci męskiej faworyzuje model społeczeństwa, w którym wszechwładny podmiot konstruuje grupę zmarginalizowanych Innych jako zespół negatywnych cech. W konsekwencji Inni zostają uprzedmiotowieni, zatrzymani w miejscu; odbiera im się prawo do rozwoju i do niezależnej podmiotowości. Poza tym to, co w rzeczywistości jest kwestią socjologiczną, jest tłumaczone w kategoriach biologicznych, lub jeszcze lepiej, metafizycznych. Kolonizator popiera tezę, że niektóre niekorzystne cechy ofiar kolonizacji leżą w ich podstawowej naturze.

Znamy to. To przecież z natury głupiej blondynki wynika, że chcąc wejść do Internetu ładuje się przez ekran do komputera, a podporządkowanie się mężczyźnie, zinstytucjonalizowane w formie zamążpójścia, jest naturalnym pragnieniem każdej „normalnej” kobiety.


Kobieta jako brak

Według Freuda rozwój człowieka skupia się na narządach seksualnych – podświadomość to w skrócie wyparte libido. Podstawowym czynnikiem prowadzącym do obsesji i zahamowań w najważniejszych stadiach dojrzewania (fallicznym i genitalnym) jest penis (na poziomie symbolicznym używa się określenia fallus, którego nie powinno się mylić z organem anatomicznym). Kompleks Elektry ma swoje korzenie w odkryciu małej dziewczynki, w stadium fallicznym, że ona, tak jak jej matka i wszystkie inne kobiety, nie posiada penisa, tak jak jej tatuś czy koledzy. Jej miłość do ojca staje się wtedy jednocześnie erotyczna i zazdrosna, ponieważ sama pragnęłaby mieć penisa. Zaczyna oskarżać swoją matkę wierząc, że została wykastrowana i ogarnia ją zazdrość o penis, odpowiednik lęku przed kastracją u chłopców. Freud twierdził, że rozwiązanie kompleksu Elektry przychodzi dużo później niż rozwiązanie kompleksu Edypa, a właściwie nigdy nie jest kompletne. Wynika z tego, że kobieta nigdy nie kończy procesu dojrzewania seksualnego – do końca zostaje po części zafiksowana na etapie fallicznym, tęskniąc za tym, czego ze względu na swoją płeć nigdy nie będzie miała.

Silna postać ojca jest tym, czym chłopiec chciałby się stać, podczas gdy dla dziewczynki reprezentuje ona władzę, której nigdy nie posiądzie (stanie się słabą, okaleczoną matką). Wielu krytyków Freuda (m. in. Erich Fromm i Karen Horney) obwiniało go o zredukowanie kobiety do “braku”, niedoskonałego, czyli wykastrowanego mężczyzny, “niekompletnej” istoty ludzkiej. Różnica między płciami jest u Freuda wyrażona w kategoriach posiadania/braku fallusa. Mężczyzna może jedynie mieć brak (“have a lack”), natomiast kobieta jest tym brakiem (“is a lack”). Fallus jest więc “kulturowo uprzywilejowanym symbolem”[ix], co według Nancy Heartstock powoduje, że powstanie idei, która by w żaden sposób nie odnosiła się do tego symbolu jest po prostu nie do pomyślenia.


Jedyne, co pozostaje kobiecie w tej sytuacji, to stworzenie własnego dyskursu, w którym nie będzie już “inną” w stosunku do “słusznego” podmiotu. Sposobem na wyzwolenie się spod dominacji tego podmiotu jest wypracowanie swojej własnej podmiotowości, unikając w ten sposób konotacji z szaleństwem i tym samym wychodząc poza bieguny szaleństwa i normalności. Stworzenie alternatywnej podmiotowości jest ważnym krokiem w kierunku wyzwolenia się z tej opozycji. Oznacza przekroczenie granic definicji, otwarcie się na nieograniczoną liczbę wyborów i możliwość zmieniania i kreowania swojej osobowości. Nie jest wyjściem odwrócenie sytuacji kobiet poprzez postawienie ich na pozycji uprzywilejowanej, do tej pory okupowanej przez mężczyzn. Pomijając fakt, że na razie nie wydaje się to w ogóle prawdopodobne (wszędzie tam, gdzie podejmowane są decyzje i gdzie tworzy się wiodące ideologie, kobiety są nieobecne lub jest ich garstka i to zazwyczaj dzięki temu, że przyjęły “męski punkt widzenia”, dostosowały się do męskich zasad gry), takie rozwiązanie oznaczałoby kontynuację “niewolnictwa”. Przez samo zdefiniowanie Innego jako swojego negatywu, podmiot nie uniknie zaszufladkowania. Nowy dyskurs musi być różnorodny i nieprzewidywalny, broniący się przed każdą próbą definicji, tworzący niezależne treści i wykraczający poza ramy dualizmu.

Przyklejenie komuś etykiety wariata jest prostym sposobem na ubezwłasnowolnienie niewygodnej osoby i usprawiedliwienie lekceważącej postawy wobec jej słów i działań. Ale szaleniec nie koniecznie musi być niemą ofiarą. Jego aspołeczne zachowania mogą być rozumiane jako manifest niezależności, nieskrępowany krzyk wyrażający protest wobec rzeczywistości, która czyni konformizm wartością i tłumi wszelkie przejawy buntu. Kobiety mają wszelkie powody ku temu, żeby buntować się przeciwko roli, w jaką od wieków stara się je wcisnąć historia. Jeśli szaleństwo zrozumiemy jako odrzucenie stereotypu kobiecości z “męskiego punktu widzenia” (patrz rozkładówki “Playboya”), to mam nadzieję, że takich wariatek jak ja będzie coraz więcej.





[i] Patrz: Michel Foucault: Historia szaleństwa w dobie klasycyzmu. Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa, 1987.

[ii] “Hyster” po grecku oznacza macicę. Jeszcze w XX wieku wierzono, że histeria jest choroba zarezerwowaną dla kobiet, a za jej przyczynę uważano “wędrującą” macicę.

[iii] Phyllis Chesler: Women and Madness. Four Walls Eight Windows, New York/London, 1997, s. 33, tłum. J. K.

[iv] Erich Fromm: Miłość, płeć i matriarchat. Dom Wydawniczy Rebis, Poznań, 1997.

[v] Sigmund Freud: “Some Psychological Consequences of the Anatomical Distinction Between Sexes,” Collected Papers, Vol. 5, London, Hogarth Press, 1956. Cyt. w Chesler, s. 111, tłum. J. K.

[vi] Thomas S. Szasz: The manufacture of Madness: A comparative study of the Inquisition and the Mental Health Movement. New York: Harper & Row, 1970. Cyt. w Chesler, s. 136-137, tłum. J. K.

[vii] Chesler, s.104, tłum. J. K.

[viii] Nancy Hearstock: “Foucault on Power: A theory for women?” Feminism/Postmodernism. Ed. Introduction. Linda J. Nickolson. Routlege, New York/London, 1990, s. 160, tłum. J. K.

[ix] Ibid. s. 160, tłum. J. K.

 

Szkolenia z Recruit.pl Zapraszamy do zapoznania się z ofertą szkoleniową firmy Recruit.pl Czytaj dalej ...